Menu
Podlasie – plener STF

Podlasie – plener STF

W dniu 25 maja 2015 r. uczestnicy pleneru, o różnych porach, różnymi drogami, po przebyciu około 800 km, dotarli na Podlasie.

Naszym domem na czas pleneru stała się piękna, stara drewniana chata, położona w leżącej na granicy z Białorusią, malowniczej wsi Bobrowniki. Na miejscu zostaliśmy powitani przez przedstawicieli lokalnej społeczności, którzy raczyli nas lokalnymi smakołykami.

Podczas całego pobytu towarzyszył nam, mieszkający od kilkunastu lat na Podlasiu i realizujący tam swoje projekty fotograf Mirosław Miniszewski (facebook). Dzięki pomocy Mirka udało nam się dotrzeć (i pofotografować) do wielu niesamowitych miejsc (Mirek – dziękujemy bardzo!).

Pierwszego dnia pleneru udaliśmy się do Krynek, gdzie najpierw za zgodą proboszcza wzięliśmy czynny, fotograficzny udział w procesji Bożego Ciała. Bardzo miłym akcentem było wygłoszone na koniec procesji podziękowanie proboszcza skierowane do fotografów STF i nadmienienie, że po raz pierwszy w historii parafii tylu fotografów uwieczniało parafialną uroczystość. Następnie obejrzeliśmy słynącą z nietypowego, oryginalnego układu przestrzennego miejscowość (sześcioboczny rynek – rondo – z dwunastoma promieniście wybiegającymi ulicami). Miasto do drugiej wojny światowej było zamieszkiwane przez znaczący odsetek ludności żydowskiej. Pamiątkami po nich są ruiny spalonej przez Niemców Wielkiej Synagogi, bożnicy chasydów słonimskich. Kolejnym punktem pleneru były postindustrialne budynki starej garbarni zamienionej na warsztat mechaniczny. Stamtąd udaliśmy się piaszczystymi, pełnymi wciskającego się wszędzie kurzu do ukrytego w Puszczy Knyszyńskiej Folwarku Żylicze. Obsadzona starymi, potężnymi lipami droga prowadząca do folwarku świadczy o dawnej świetności tego miejsca.  Stamtąd udaliśmy się do Kruszynian, gdzie zobaczyliśmy słynny XVIII-wieczny drewniany meczet, muzułmański cmentarz – mizar i spotkaliśmy zamieszkujących tą miejscowość Tatarów. Po posileniu się tatarskim jadłem w „Tatarskiej Jurcie”, ruszyliśmy w drogę powrotną do Bobrownik. Odwiedziliśmy jeszcze Łużany oraz mieszkającego w Jaryłówce pisarza Jana Kamińskiego. Razem z nim jako z przewodnikiem przeszliśmy się w świetle zachodzącego słońca do pobliskiego podworskiego zespołu parkowego, gdzie podziwialiśmy olbrzymie topole. Potem zwiedzaliśmy dom pisarza i słuchaliśmy jego podlaskich opowieści.

Kolejnego dnia wyruszyliśmy do Starej Grzybowszczyzny, by poszukać tam śladów XIX-wiecznego samozwańczego prawosławnego proroka Ilji (linklink2). Odwiedziliśmy wybudowaną przez niego cerkiew oraz gospodarstwo, w którym niegdyś zamieszkiwał i przyjmował wiernych. Ponadto, po dłuższym spacerze odnaleźliśmy w lesie dom Borysa Wołoszyna – ostatniego strażnika spuścizny po proroku (zm. 20 września 2011 r.). Zasiedliśmy w jego opuszczonym leśnym domu, który pomimo braku gospodarza nie popada w ruinę i wysłuchaliśmy niesamowitych opowieści Mirka, w tym o podlaskiej duchowości oraz religijności. Później, przez Plebanowo wróciliśmy do naszej bazy.

Ostatni dzień naszego pobytu na Podlasiu poświeciliśmy na zwiedzanie ginących wsi leżących wzdłuż nasze wschodniej granicy. Odwiedziliśmy dawne kolejowe przejście graniczne Zubki Białostockie – Bierestowica, a potem malownicze Świsłoczany i Mostowlany, gdzie zostaliśmy ugoszczeni przez batiuszkę (księdza) Sławomira Jakimiuka – proboszcza parafii prawosławnej pod wezwaniem św. Apostoła Jana Teologa (facebook), a jego żona – matiuszka oprowadziła nas po cerkwi i uraczyła nas wspaniałą opowieścią o kościele prawosławnym, jego obrzędach, tradycjach, historii.

Następnie odwiedziliśmy ruiny kościoła św. Antoniego w Jałówce (link). Ostatnim miejscem, do którego zawitaliśmy był Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach. W niedzielny poranek z żalem (i mocnym postanowieniem powrotu) pożegnaliśmy gościnne Podlasie i większa część plenerowiczów udała się w drogę powrotną (Ania, Bogusz, Małgosia, Bodek, Marta i Grzegorz).

Dwie osoby (Joanna i Tomasz) pozostały kilka godzin dłużej by powrócić do Mostowlan i skorzystać z zaproszenia batiuszki Sławomira i jego małżonki na udział w niedzielnej liturgii z pozwoleniem na fotografowanie. Zgodnie z prawosławną tradycją za cerkiewny ikonostas mógł wejść tylko Tomasz i tam robić zdjęcia. Na około jedną godzinę przed liturgią batiuszka rozpoczął przygotowania do niej. Liturgia sama w sobie była trochę inna niż ta, którą znamy z kościoła katolickiego – pełna symboliki i pięknych śpiewów w wykonaniu parafialnego chóru pod przewodnictwem matiuszki.

Ale to nie był ostatni duchowy akcent tego dnia. Po liturgii i smakowitej kawie wypitej na plebanii udaliśmy się do sąsiednich Świsłoszczan na modlitwę za zdrowie mieszkańców wsi. Uroczystość odbyła się przy wiejskim krzyżu, przy nieutwardzonej drodze. Jak za dawnych lat…

Podlasie już się zmienia, unowocześnia, ale uważne oko fotografa znajdzie tam wciąż wiele interesujących miejsc, a przede wszystkim spotka ludzi, przez których przemawiają dawne duchy i dla których czas płynie inną miarą.